wtorek, 14 grudnia 2010

Bez pracy nie ma kołaczy

Któreś z tych nudnych popołudni, siedzimy sobie z kolegą na ławeczce podjeżdża żuk i wysiada z niego nasza była sąsiadka .Była bo niedawno dorobiwszy się w USA kupiła sobie mieszkanko w bardziej ekskluzywnej dzielnicy. Podchodzi i pyta nie chcecie zarobić kilka złotych na jakieś piwko czy coś,my że owszem czemu nie....Wsiadamy na pakę a tam kilkadziesiąt paczek z płytkami i worków z zaprawą. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy na miejsce pojawia się przed nami 4 piętrowy blok. Pomyślałem o mój Boże znając moje szczęście będziemy dygać na samą górę ,dużo się nie pomyliłem 3 piętro. Obrobiliśmy się w godzinkę zdyszani i oblani potem wnosimy ostatni karton na progu wita nas pytanie chłopcy może się czegoś napijecie, tak dziękujemy walnęła nam po szklanicy kranówy. Po chwili pani gospodyni wyjmuje portmonetkę przyszedł czas rozliczenia macie panowie na piwko patrze daje nam 10 złotych. Myślę sobie po cichu na jedno?  Poczułem się jak Chińczyk który swoimi małymi rączkami wkleja oczka temu misiu za dolara na dzień a później jest sprzedawany za dychę w Tesco lub w innym sklepie na R. Jak bym był inaczej wychowany wszedł bym na balkon i zrzucił wszystko na sam dół ale by była Zabawa . Na zakończenie poinformowała że zamówiła meble i czy byśmy jej nie pomogli,tak oczywiście... Do widzenia. Od tej pory wiem ze kilka złotych to nie więcej niż 10.Starczyło nam na bilet powrotny i na lepsza paczkę papierosów którą spaliliśmy na ławeczce wspominając nasz interes życia. Od tamtego dnia jak w polu widzenia pojawiał się żuk chowaliśmy się po piwnicach bo meble podobno były dębowe.

1 komentarz:

  1. NAstępnym razem może wczesniej zapytać ile to jest te kilka złotych, bo podrywać się z ławeczki i przerywac rozmyślania przy fajce...bez sensu:]

    OdpowiedzUsuń