Któregoś słonecznego letniego dnia były wczesne lata osiemdziesiąte Grzegorz ze swoimi kumplami wybrał się w podróż dookoła świata .Pomysł był prosty wyzbierać wszystkie drobne wrzucane przez wczasowiczów do fontanny,kupić bilet na Hel i świat nasz. Szło nieźle w kieszeniach było słychać brzdęk drobniaków i w pewnym momencie Grześ poczuł przenikliwe ciepło w okolicy stopy i woda zaczęła zabarwiać się na kolor przypalonego barszczu. Zanurzył rękę w zamulonej wodzie i wyłowił dno zbitej butelki to jednak nie rekin. Wyskoczył jak poparzony i zobaczył nogę ociekającą krwią. W szoku założył na nią swoje białe skarpety i trampki tego samego koloru bo czego nie widać to tego nie ma. Zrobiło się okropne zbiegowisko jeden z gapiów zaproponował że zawiezie Grzegorza na pogotowie zgodził się pod jednym warunkiem ekipa moich majtków musi jechać z nim, zaakceptował .Wylądował na stole zabiegowym skończyło się na 8 szwach. Pan sanitariusz Przywiózł go pod blok i odprowadził pod same drzwi zapukał ,otwiera mama pan w białym kitlu trzyma czerwone zawiniątko ,but i skarpetę pyta zaniepokojona rzeźnik nie sanitariusz, w tym samym momencie wchodzi do domu kulejący Grześ. Mamo nic mi nie jest Ona na to koniec świata ! Nie dopłynęliśmy ale skąd wiedziałaś. Czuł się jak kapitan Hak.
Ps” Kasa Poszła na Lody i wesołe miasteczko.
powodzenia i powodzenia, i wszystkiego dobrego na nowym miejscu!
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuńZnalazłam Cię:)
OdpowiedzUsuńŚlicznie:) a jak możesz zmień linka do mojego Bloga na swoim:x Dzięki
OdpowiedzUsuń