" Blok" Reklam świątecznych
Nie dorosnę i Już!
sobota, 25 grudnia 2010
wtorek, 14 grudnia 2010
Bez pracy nie ma kołaczy
Któreś z tych nudnych popołudni, siedzimy sobie z kolegą na ławeczce podjeżdża żuk i wysiada z niego nasza była sąsiadka .Była bo niedawno dorobiwszy się w USA kupiła sobie mieszkanko w bardziej ekskluzywnej dzielnicy. Podchodzi i pyta nie chcecie zarobić kilka złotych na jakieś piwko czy coś,my że owszem czemu nie....Wsiadamy na pakę a tam kilkadziesiąt paczek z płytkami i worków z zaprawą. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy na miejsce pojawia się przed nami 4 piętrowy blok. Pomyślałem o mój Boże znając moje szczęście będziemy dygać na samą górę ,dużo się nie pomyliłem 3 piętro. Obrobiliśmy się w godzinkę zdyszani i oblani potem wnosimy ostatni karton na progu wita nas pytanie chłopcy może się czegoś napijecie, tak dziękujemy walnęła nam po szklanicy kranówy. Po chwili pani gospodyni wyjmuje portmonetkę przyszedł czas rozliczenia macie panowie na piwko patrze daje nam 10 złotych. Myślę sobie po cichu na jedno? Poczułem się jak Chińczyk który swoimi małymi rączkami wkleja oczka temu misiu za dolara na dzień a później jest sprzedawany za dychę w Tesco lub w innym sklepie na R. Jak bym był inaczej wychowany wszedł bym na balkon i zrzucił wszystko na sam dół ale by była Zabawa . Na zakończenie poinformowała że zamówiła meble i czy byśmy jej nie pomogli,tak oczywiście... Do widzenia. Od tej pory wiem ze kilka złotych to nie więcej niż 10.Starczyło nam na bilet powrotny i na lepsza paczkę papierosów którą spaliliśmy na ławeczce wspominając nasz interes życia. Od tamtego dnia jak w polu widzenia pojawiał się żuk chowaliśmy się po piwnicach bo meble podobno były dębowe.
niedziela, 12 grudnia 2010
Porządki w kolorze śliwkowym i gra gitara
No dobra przestanę ściemniać i będę pisał w pierwszej osobie nie będę wspierał się innymi imionami choć czasami wstyd się przyznać.
Było to tuż przed świętami jak dobrze pamiętam dzień przed wigilią sprzątanie miało się ku końcowi. Mama krzątała się w kuchni a ja ogarniałem swój pokoik odkurzałem dywanik, ścierałem kurze w pewnym momencie wpadł mi do głowy genialny pomysł , wyczyścić głośniki od wierzyaby kolędy było słychać lepiej ich jeszcze nie odkurzałem. Znajdowały się na samej górze segmentu więc biorę taboret wspinam się na palce i nic brakło z 15 cm. Wysypuje zabawki ze swojej plastikowej skrzyni kładę na ów taboret wchodzę, łapie za kolumnę skrzynka pod nogami pęka, puszczam co mam wręku łapie się w ostatniej chwili za drzwiczki od segmentu wiszę jak Janosik na haku. Siła przyciągania była tak wielka że mebel zbliżał się z prędkością światła ku ziemi. Przez głowę przemknęła mi myśl zginę teraz albo za chwile z rąk oprawcy którym będzie moja Mama i nie wiem co gorsze. Zdecydowałem puszczam się jak by to nie nie miało zabrzmieć, odskakuje i za 2 sekundy wielki huk , kolos zatrzymał się z pól metra od moich stóp. Muszę wspomnieć że mieszkaliśmy w fatalnym bloku zalewało nam piwnice co roku więc wszystkie przetwory na zimę były właśnie w tej szafce ale to już nie był mój pomysł. W tym samym momencie pojawił się mój oprawca,Zaniemówiła na widok dywanu w kolorze rozdeptanych jagód i ścian o smaku musu jabłkowego, pomyślałem oj to będzie bolało. Zniknęła na chwilę wraca z gitarą która miała być prezentem dostałem nią kilka razy po dupie aż się rozsypała fakt przeciągnąłem strunę. Tyłek w kolorze dojrzałej śliwki i gitara gra choć nie do końca. Sprzątania było do późnej nocy. A pod choinkę dostałem cymbałki podobno bardziej do mnie pasowały.
sobota, 11 grudnia 2010
Zasłyszane
Cytat ''Potrząśniemy swoimi członkami by wzięli się do roboty''
Koniec cytatu ,cokolwiek miało to znaczyć.
Koniec cytatu ,cokolwiek miało to znaczyć.
czwartek, 9 grudnia 2010
Koniec świata
Któregoś słonecznego letniego dnia były wczesne lata osiemdziesiąte Grzegorz ze swoimi kumplami wybrał się w podróż dookoła świata .Pomysł był prosty wyzbierać wszystkie drobne wrzucane przez wczasowiczów do fontanny,kupić bilet na Hel i świat nasz. Szło nieźle w kieszeniach było słychać brzdęk drobniaków i w pewnym momencie Grześ poczuł przenikliwe ciepło w okolicy stopy i woda zaczęła zabarwiać się na kolor przypalonego barszczu. Zanurzył rękę w zamulonej wodzie i wyłowił dno zbitej butelki to jednak nie rekin. Wyskoczył jak poparzony i zobaczył nogę ociekającą krwią. W szoku założył na nią swoje białe skarpety i trampki tego samego koloru bo czego nie widać to tego nie ma. Zrobiło się okropne zbiegowisko jeden z gapiów zaproponował że zawiezie Grzegorza na pogotowie zgodził się pod jednym warunkiem ekipa moich majtków musi jechać z nim, zaakceptował .Wylądował na stole zabiegowym skończyło się na 8 szwach. Pan sanitariusz Przywiózł go pod blok i odprowadził pod same drzwi zapukał ,otwiera mama pan w białym kitlu trzyma czerwone zawiniątko ,but i skarpetę pyta zaniepokojona rzeźnik nie sanitariusz, w tym samym momencie wchodzi do domu kulejący Grześ. Mamo nic mi nie jest Ona na to koniec świata ! Nie dopłynęliśmy ale skąd wiedziałaś. Czuł się jak kapitan Hak.
Ps” Kasa Poszła na Lody i wesołe miasteczko.
wtorek, 7 grudnia 2010
Trudne Bywają początki
Podobno jak się urodziłem był wielki krzyk o mój Boże a później już nie było tak lekko szatan i szatan. Więc chciał bym przedstawić kilka scen z życia”szatana” o buzi anioła .Po za tym chcę tu opisywać to wszystko z czym się nie zgadzam, co mnie zaciekawiło,rozśmieszyło lub doprowadziło do łez. Będzie też dział z życia Dody a o mandarynie nie będę pisał.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
